Milford Cubicle

Zawsze chciałam poznać hackera. Kogoś, kogo boją się największe światowe korporacje i przed kim każdy próbuje bezskutecznie zabezpieczyć swoje dane. W dodatku mężczyznę dojrzałego i dobrze sytuowanego. Najlepiej mieszkającego poza miastem w pięknej willi z portierem. Nie mogę już znieść tego ciągłego hałasu i mieszkania z rodziną.

Jakie było moje zdziwienie, gdy już po kilku minutach aplikacja macierzowa wskazała mi Milforda! Zupełnie jakby sam mnie znalazł! Wyobrażałam sobie wykwintnego, przystojnego elfa i nie mogłam uwierzyć w swoje szczęście! Miałam wolny wieczór, wiec pojechałam do jego rezydencji. I tutaj spotkało mnie pierwsze niemiłe zaskoczenie. Mieszkał w jakiejś przemysłowej ruderze w okolicy oczyszczalni ścieków. Co za smród! A sam Milford — koszmar! Gapił się tylko, jakby pierwszy raz babkę na oczy widział i robi takie ruchy, jakby bał się przypadkiem dotknąć. Żenada!

Nie dość, że facet totalnie bez klasy, to jeszcze nie dało się z nim o niczym pogadać! O niczym, dosłownie! Nie odbiera żadnych serwisów informacyjnych, nie wie, co się w świecie dzieje. Nie zna się na InterKinie, na samochodach, na SynthKuchni, na niczym! Nie hoduje nawet żadnego cyberzwierzątka, a teraz przecież wszyscy mają po kilka! Koleś albo programuje, albo biega po lesie w jakimś transie szamańskim, albo czyta stare książki, albo siedzi naćpany i słucha muzyki. I mimo, że niby hacker to ciągle ma zero kasy! Tragedia!

AmAndA69, 23 lata

Milford