Bez przebaczenia

Transmisja 6/110

Bez przebaczenia

Będą cię pytać o Godzinę: „Kiedyż nadejdzie?”

Jak możesz wspominać o niej?

Do twojego Pana należy jej ostateczny termin.

Ty jesteś tylko ostrzegającym dla tego, kto się obawia.

W Dniu, kiedy oni zobaczą ową Godzinę — to wyda im się, jakby trwali tylko jeden wieczór i jeden ranek.

[Koran: 79, 42-26]

Są takie chwile w życiu, że wydaje ci się, że Ten Na Górze wybitnie się na ciebie uwziął, że jesteś w peryhelium koła fortuny…

A miało być tak pięknie…

Akcja była udana — no prawie, Wódz przeżył (chociaż przydał się do czegoś: Pan Demolka) — „dostaliśmy” holodyski plus jakieś moduły kodujące gratis.

Jedyną osobą poszkodowaną z drużyny był Cade, który zarobił serię w brzuch. Na szczęście ci z DocWagon wiedzą, co robić. Aa… i jeszcze grat Milforda. Ale o tym za chwilę.

Udało nam się nie zniszczyć czołgu. Wodzu odstawił go do Franka — jak on jechał nim przez całe miasto, to nie wiem — i wrócił z pieniędzmi Cade’a.

Sigmo dostała dyski, my dostaliśmy okrągłe 100 000 nuyenów (minus opłata za przelew). Cud, miód i orzeszki, chciałoby się rzec. Pierwsza w pełni udana akcja i w ogóle…

Gówno prawda!

Najpierw okazało się, że zapomnieliśmy samochodu Milforda. Eskapadę ratowniczą pominę wymownym milczeniem… Nadal nie mogę sprać błota ze spodni. Samochodu w każdym razie odzyskać się nie udało (była natomiast szansa rozwiązania problemu z Wodzem, ech, moje dobre serce). Milford, na szczęście, bardzo się tym nie przejął. Szybko znalazł na jakiejś macierzowej aukcji podobnego gruchota za bodaj 5000. Była zrzutka. Ja przy okazji kupiłem sobie drugą hondę. Zacząłem robić nawet listę modyfikacji, jednak cały czas zastanawiam się, czy jest sens…

Wracając. Następnie, w momencie, gdy dostaliśmy od Sigmo chip, odezwał się jakiś przyjaciel Alexa — Bill Albert czy jakoś tak. Kit z nim. Prosił o spotkanie. Ok, nikt się nie kwapił, więc ja pojechałem. Spotkaliśmy się w kulturalnym lokalu. Okazało się, iż tematem rozmowy są, cytuje, ci „fanatyczni skurwiele”, którzy zabili Alexa. Że niby mamy go pomścić, zrobić coś dla niego po śmierci… Bo się popłaczę. Co my jesteśmy, Caritas? Jako zapłatę dał mi chip kredytowy z pieniędzmi Alexa. Przyjaciel niby, a taki kutwa…

I w sumie na tym powinniśmy zakończyć dzień i bylibyśmy na plusie.

„Ale nie, ale nie”.

Osobiście uważam, że problem zaczął się od chipu. Po rozkodowaniu go przez Sigmo okazało się, że zawiera dane dotyczące produkcji narkotyków, które zwinęliśmy z „Antidotum”.

Zaczęliśmy już układać przyszły biznesplan, gdy dostaliśmy wiadomość od niejakiego Roberta Jeffersona. Podobno miał wiadomości dotyczące tego, co ma się wydarzyć w przyszłości, a dotyczącego zdarzeń minionych… Ja tak teraz sobie myślę: boże, jak myśmy się na ten bełkot nabrali…

W każdym razie. Wsiedliśmy do naszego świeżo zakupionego (i nowo uposażonego dzięki Wodzowi) środka transportu i dawaj pod wskazany adres.

Na miejscu oczywiście okazało się, że nikt na nas nie czeka. Dlaczego tak się stało, powiedziała nam Sigmo. Na chipie były jeszcze inne dane. Ważniejsze… Nie było jej dane jednak podzielić się z nami szczegółami (dostałem tylko fragment przekazu, zobaczymy, co z niego wyciągnę), jako że elektrociepłownia Milforda została zaatakowana. Po prostu cudnie. Ale to nic. My podczas drogi powrotnej również zostaliśmy zaatakowani — przez helikopter szturmowy (Cade, nie wybaczę ci tego, żeś go nie kupił). Jeden strzał z bazooki zatrzymał nas na dobre. Potem pojawili się panowie w maskach i z karabinami, został rozpylony jakiś gaz…

Obudziłem się następnego dnia, razem z resztą drużyny, na hałdzie piachu w dzielnicy portowej. Zabrano nam broń i elektronikę. Pomni ataku, pojechaliśmy — oprócz Cade’a, który musiał pojechać do szpitala — zobaczyć co zostało z naszego wspólnego lokum. Jak się okazało, prawie wszystko. Zniknęły wszystkie komputery Milforda, a Sigmo znaleźliśmy z roztrzaskaną głową.

Trochę mi żal Milforda. Dwie straty w ciągu jednego dnia… Odkupimy mu kiedyś te komputery.
Miejmy nadzieję, że uda mi się odtworzyć chociaż część z tego co zapamiętałem. Czeka mnie sporo pracy.

Swoją drogą, ciekawe, co zostało z mojego mieszkania.

[Enoch Arden (Kirtan)]