Bryła Lodu

Transmisja 5/101

Bryła Lodu

Ja pierdolę! Ludzie, nie mogę uwierzyć w to, co zrobiliśmy! Może nareszcie będę coś znaczył w oczach grupy?! Może nie będę już nikim z rodzaju „nie wpuszczaj go tam, bo wybije wszystkich, co nie trzeba”, a stanę się kimś w stylu „potrzeba kogoś dobrego do akcji? Bierz Wodza!”. Ale po kolei…

Koło 22 chłopcy pojechali pogadać z mafią. Za dużo nie wiem, bo zostawili mnie w elektrociepłowni. Właściwie to nic nie wiem. No, oprócz tego, że chodzi o „nie-zabicie matki” przez Cade’a. Prawda? Tak czy siak po pewnym czasie wrócili w komplecie i zastanawiali się nad tak ważną rzeczą, jaką jest włamanie się do IceCube. Trochę gorzej im poszło z planem wydostania się stamtąd. Zaproponowałem im wynajęcie czołgu od mojego — i nie tylko — kumpla Franka. Cytuję Cade’a: „Czyś ty ocipiał?”, co ukazuje początkowy stosunek Jego Wspaniałości do mojego pomysłu. Ech… Mimo wszystko powinien okazać choć trochę entuzjazmu, a także wdzięczności za możliwość uratowania własnej dupy moim ciałem. Chyba, że uważa, iż to ja powinienem dziękować za przyjęcie do grupy. Ta, niech se w dupę pistolet wsadzi.

Na szczęści Milford, Yukashii i Arden mnie wsparli — to głównie dzięki nim udało się przekonać Cade’a do mojego pomysłu. W końcu pojechaliśmy do Franka — chłopczyna się opierał, ale obiecaliśmy mu z Ardenem naprawę i ogólne odpicowanie czołgu na prawie nowy w zamian za pożyczkę. Wtedy ten skurwysyn zażyczył sobie czegoś w zastaw. Skąd, ja się pytam, skąd? Wróciliśmy do elektrociepłowni, żeby obgadać kwestię zastawu między sobą. Co się okazało? Jego Wspaniałość Cade ma ćwierć miliona z ubezpieczenia! Cade’a przekonano i czołg praktycznie już był w naszych fixerskich łapskach.

Pozostała sprawa Clapeyrona. Wieczorem zaparkowaliśmy Old Happy Van koło boiska do kosza w Hahnville. Na ławeczce niedaleko siedział orkowy dealer. Arden podszedł do niego, ork chlasnął go po mordzie i zaczął spierdalać. Wyskoczyliśmy z Cadem za gnojkiem, już miałem go ustrzelić, ale Arden mnie powstrzymał. Cholera, a kąt był taki dobry! Milford uśpił koszykarzy, którzy trochę się zbulwersowali naszymi wyczynami. I tym, że Cade dopadł dealera. Wsadziliśmy orka do Vana i po chwili konwersacji bydlęcie umówiło chłopców z Clapeyronem. Pojechali do niego, dali mu parę działek, zabrali plany Lodowego Klocka i zostawili skazanego na chemiczną śmierć. Po czym wrócili spokojnie, radując się i lśniąc dobrocią. Jaaasne. No cóż — pozostało najlepsze.

Załatwiliśmy czołg i wraz z Ardenem zabrałem się za jego naprawę. Nie minęło dużo czasu i był gotowy do akcji. Do napadu na IceCube. Poprowadziłem Bustera okrężną drogą do budynku. Chłopcy (ciekawe określenie, szczerze mówiąc) wyszli zostawiając mnie samego — to oni mieli zająć się kradzieżą chipu i włamaniem się do środka, ja miałem pomóc w wydostaniu się bez żadnych problemów. Milford poczarowal, Arden powłamywał się do matrycy, Cade pozabijał paru i już byli w środku. Szybko i bezproblemowo. Oto nasza grupa. Odpaliłem silnik, gdy tymczasem ekipa schodziła na dół eliminując napotkanych strażników. Parę minut i już mieliśmy to, po co tu przybyliśmy plus parę dodatków. Dostałem sygnał i wpakowałem się przez mur. Rozwaliłem Citymastera. Rozwaliłem główne wejście. Rozwaliłem też ścianę, przez którą drużyna wskoczyła do Bustera. Rozwaliłem też ciężarówkę. Ależ to potęga! Odjechałem na pełnym gazie ku miastu.

I co mogę powiedzieć na koniec? Jesteśmy pierwszymi runnerami, którzy obrabowali IceCube! Tak! To my, prekursorzy napadania na superstrzeżone budynki! Tylko żal czołgu oddawać…

[Wodzu (Masato Okane)]