Burza

Transmisja 11/1011

Burza

Kurwa.

Zaczęło się od Milforda. Rozumiem, że dużo by zrobił, aby uratować tych ludzi z giełdy. Ja też. Ale gdyby pracował przez jakiś czas w CTF, to by wiedział, że są rzeczy, których zmienić nie można. Japończycy też by go tego mogli nauczyć. Trzeba szukać alternatyw, ale są takie chwile, kiedy trzeba powiedzieć: pas. A rzucając się na Ardena, Cubicle wydawał wyrok na cały Nowy Orlean. I na Cade’a, przy okazji, tak samo. Nie mam powodów, aby go lubić (zwłaszcza że jest już w połowie maszyną), ale tym bardziej nie życzę mu śmierci. Dobrze, że jakimś cudem daliśmy sobie z tym radę.

Ale z drugiej strony… Nie zazdroszczę Milfordowi. Okazało się, że przynajmniej dwóch spośród ludzi, z którymi współpracował, jest gotowych go zabić. Właściwie bez mrugnięcia okiem. A Bikaver, podobno taki dobry negocjator, nie kiwnął palcem, żeby mu pomóc. Co gorsza, sam po wypadku proponowałem, żeby wydać Milforda Dzieciom jako kozła ofiarnego! Cholera, nie wiem, czy jeszcze mu kiedyś spojrzę w oczy… Ale cyborg i Arden, oczywiście, nie mają takich problemów. Ich moralność jest, kurwa, perfekcyjnie nowoczesna.

* * *

Wszędzie Pepsi Cola.

Szaweł zaprowadził nas do budynku sekty. Spotkaliśmy się tam z Regeriuszem. A przy okazji wyjaśniliśmy sobie z Nimue wątpliwości z hangaru. Ładnie się uśmiecha… I kiedy kilka godzin później pokazywałem im noże, któryś powiedział, że ona i ja dobrze byśmy się dogadali… W sumie…

Ale nie, dosyć. Wracamy do rzeczywistości. A konkretnie do windy. Nie mam pojęcia, do czego Dzieciom winda. Coś mi mówi, że niedługo się tego dowiemy… Oby nie za późno.

* * *

Ja pierdolę.

Karabiny. I ładunki wybuchowe. I przede wszystkim, kurwa, tysiąc ludzi. Gordon, Gordon, od kogo ty się uczyłeś matmy? Taki błąd, a taki byłeś pewny siebie… Jak oni teraz wszyscy wyjdą na ulice… I bez bomby będziemy mieli w mieście masakrę.

* * *

Tahoe.

I wszystko, kurwa, jasne.

* * *

De Vries? Cantrell? Kwiat? Ares? Primorial?

Kompletnie nie wiem, o co chodzi. I nikt z nich, naturalnie, nie chciał mi tego wyjaśnić. W zasadzie trudno się dziwić, sam bym tego nie zrobił na ich miejscu… Ale po tej wariackiej jeździe na obwodnicy cały czas jeszcze nie mogę zebrać myśli. Duplikat Cade’a. Jakby jednego było za mało. A kule, ładunki i AR to po prostu nie jest moja rzeczywistość. Nie chodzi nawet o brak elegancji, chociaż Jack może właśnie w ten sposób by to ujął. Chodzi o to, że cywilizacja, która przestaje rozumieć to, co tworzy, zaczyna rodzić niewolników. Wszyscy są dzisiaj od czegoś uzależnieni. I to tak, że ja pierdolę.

Ale może MagBurza ich otrzeźwi. Kiedy człowiek widzi, że może bez czegoś żyć, to dopiero wtedy zaczyna naprawdę myśleć. Właściwie cieszę się, że to właśnie dzisiaj. A poza tym…

A poza tym ta zorza jest taka piękna.

* * *

Gordon nie odpowiadał przez cały dzień. Mam nadzieję, że nic mu się nie stało. Przy wszystkich jego wadach miał jednak spore zasługi dla tego miasta. Bez niego wielu ludzi już by nie żyło. A mało kto w UCAS przejmuje się jeszcze czymś tak staroświeckim jak sprawiedliwość.

Kurwa. Dlaczego piszę „miał”?

* * *

Chevrolety. Karabiny. Setki Dzieci gdzieś w ciemności.

Brakuje tylko tego, żeby nas teraz trafiła jakaś rakieta.

[Robert Kattel (Scobin)]