Podążaj za zachwytem

Transmisja 7/111

Podążaj za zachwytem

To był zły dzień. Najgorszy w moim życiu. Serio, to nie jest tak, że mam same parszywe dni i nie robi mi to różnicy. Znaczy, inaczej: wszystkie moje dni może uważam za totalnie parszywe, ale ten zrobił jak dla mnie cholerną różnicę, przewyższając swą parszywością wszystko, co do tej pory zaobserwowałem. Obudziliśmy się pokonani przez korporacje, ciągle rzygający od gazu paraliżującego, bez broni i elektroniki. Ok, bywa.Zadarliśmy cholera wie z kim, zapewne z IceCube za nasz brawurowy rajd,albo z Aresem, którego dane zachciało nam się ukraść przy okazji. I jeszcze te wizje kobiety prowadzącej żołnierzy na stracenie. Było źle,ale i tak najgorsze spotkało mnie po powrocie do domu. Przypuścili szturm, zniszczyli wszystkie zabezpieczenia, zabrali wszystkie kompy, a do tego zginęła Sigmo. Ktokolwiek to był, zapłaci mi za to. Nie brzmi to przekonująco, tak? No cóż, póki co, ten ktoś ma nas wszystkich w garści,więc równie dobrze mógłbym głosić nadejście końca świata, w które wierzę z coraz większą nadzieją.

Następną naszą porażką było odzyskanie furgonetki. Ok, może i nawet ją odzyskaliśmy, ale Wodzu (wykazujący coraz większe talenty magiczne) omal nie postradał życia, ja pedałowałem co sił na rowerze przez długie półgodziny, trzy razy rzygając po tym gazie, a teraz jakiś podrzędny shadowrunner trzyma swoje palce prawej ręki w mojej kieszeni, nie wliczając urazów psychicznych od tortur. Ta nowa, Nimue, coś się dziwnie na mnie gapiła,kiedy go tam prowadziłem. Zupełnie jakby coś wiedziała. Kiedyś z niej to wydobędę. Nie ufam jej. Swoją drogą, wszyscy chyba zapomnieli o tym shadowrunnerze i od paru dni siedzi tam przypięty do stalowego krzesła w piwnicy.

No a teraz danie główne: Uprowadzenie limuzyny z celem naszego zlecenia otrzymanego od włoskiej mafii. Najpierw parę godzin gadaniny, bo wiadomo, że jakość i czas opracowania pomysłu są odwrotnie proporcjonalne do liczby dyskutantów. No ale w końcu coś wymyśliliśmy. I nawet nie było bardzo głupie. Eskorta Cade’a, przebicie barier pojazdu, uśpienie kierowcy,zdalne przejęcie sterowania, iluzja jadącej dalej limuzyny, maskowanie celu, zacieranie śladów, jednym słowem – wszystkie dostępne bajery.Wszystko szło dobrze, zbyt dobrze. No i się zesrało. Zamiast zgrabnej elfiej pupci, wytoczyło się z tylnego siedzenia wielkie tłuste dupsko bossa kolumbijskiej mafii. „Synku, bedziesz musial za to zjesc wlasnejaja” – tak nas od razu przywitał, mimo że Yu wzbijał się na wyżyny swojej uprzejmości (a w ogóle to uprowadzony miał spać grzecznie i komfortowo). Ten dzień był naprawdę wyjątkowy. Miałem ogromną ochotę zapaść się pod ziemię. Zrobiłem to.

[Milford Cubicle (Malkav)]