Gambit

Transmisja 21/10101

Gambit

Hira. Woh Sing Ku. Montana. Forge.

I to z pewnością jeszcze nie wszyscy. Nadal czekamy na kolejne klony Cade’a, na Technomantów… Narin też pewnie dotąd nie powiedział ostatniego słowa.

W rozgrywce bierze udział wielu graczy. Wielu bardzo dobrych graczy. Zastanawiam się, jaką my mamy szansę, żeby wywrzeć jakiś wpływ na ostateczny wynik. Jeśli jednak mamy jakąkolwiek… to nie mogę powtórzyć błędu z Nowego Orleanu. Nie mogę. Nawet kosztem… nawet kosztem przyjaźni.

Woh i Hira złapali Jacka. Pojechaliśmy, żeby go odbić. Pułapka w pułapce, tak to przynajmniej miało wyglądać. Ale zaraz potem zadzwonił commlink. To był lekarz, z kliniki Forge’a. Arden odzyskał przytomność i miał mi powiedzieć coś bardzo ważnego. Właśnie mnie i tylko mnie.

Tak jak w Orleanie, miałem wybór. Między własną sprawą a szansą na większą dobro. Nie mogłem się zdecydować, ale w końcu, w końcu wybrałem inaczej niż wtedy. Oby słusznie.

Pojechałem do Ardena, a do Jacka zamiast mnie poszedł Kage, w kamuflażu. Oraz Yu z Kormoranem. Nimue i Lupaszko pojechali odbijać strój majora. Arden rzeczywiście coś mi powiedział. Ale… ale nie rozumiem tego. Nigdy nie mówił w taki sposób. Nie…

Nie rozumiem.

Wcześniej Nimue próbowała coś zrobić z ostatnim fragmentem Securiala, żeby pomóc Ardenowi. Bezskutecznie, to tylko pogorszyło jego stan.

A trochę później… COŚ pojawiło się w posiadłości Forge’a. „BIKAAAARDEN!”, wołało. Straciliśmy głowę. Sądziliśmy, że to Montana; Forge wspominał coś o Carlicie, producencie cygar, który ma się z nami zobaczyć. Ale to był tylko jakiś gruby facet w okularach, który zresztą później zniknął. Próbowaliśmy coś zrobić z maszyną od Estebana. Bez sensu. Potem wybuchła, Forge trafił w nią przez przypadek z bazooki.

Ale zanim jeszcze trafił, zobaczyliśmy potwora. Cztery metry, długie szpony. Siadła cała elektronika, systemy obronne Forge’a była do niczego. A kiedy dostał pociskiem przeciwpancernym… zniknął. Ale coś się stało z Saburo, ochroniarzem Forge’a. To on tym razem zaczął się zmieniać w monstrum. Rzucił się do ucieczki… i dosłownie wtopił się w mur rancza.

Potwór miał Bikavera w ręku. Pchnął go pazurem w szyję. Z tak chirurgiczną precyzją, że Yukashiiemu zupełnie nic się nie stało. To mógł być przypadek… Ale nie sądzę.

Yu krzyczał, że monstrum jest reinkarnacją Milforda. Jeżeli tak, to to ostatnia rzecz, której nam jeszcze brakowało.

Za chwilę wrócimy z Cade’em do katedry. A w jej murach czeka śmierć. Albo na nas, albo na Woh i Hirę.

Karty rozdane.

Jack, Jack, Jack…

[Robert Kattel (Scobin)]