Hipoteza Goldbacha

Transmisja 14/1110

Hipoteza Goldbacha

Pamięć lubi płatać figle. Pewnie nie raz ci mówiłem, jak bardzo chciałbym umieć zapominać. Cóż, nie ma lekko na tym świecie.

Co mnie tak ostatnio wzięło na wspominki, już sam nie wiem. Najpierw w samolocie przyśniła mi się akcja z okresu wojny, a potem… Dobra, ale po kolei.

Przylecieliśmy o czasie, odprawa odbyła się bez problemów. Wynajęliśmy sobie małego merca i zaczęliśmy zwiedzanie Paryża, zadekowaliśmy się w jakimś małym hoteliku, zjedliśmy (w moim wypadku pierwszy od lat) prawdziwy francuski obiad… Ech, ogólnie pobyt rozpoczął się bardzo przyjemnie.

Podczas obiadu dyskutowaliśmy, jakie przedsięwziąć kroki w celu realizacji zadania, z którym tu przybyliśmy. Stanęło na tym, że ja poszukam informacji o Theodorze Narinie w sieci (notabene nie znalazłem dosłownie NIC na jego temat), a reszta sobie pozwiedza (Nimue zabrała Kattela do swojej dawnej dzielnicy, che, che); następnego zaś dnia mieliśmy zadzwonić do naszego kontaktu – pana Kage.

Pan Kage okazał się być człowiekiem bardzo zajętym i chorobliwie ostrożnym (łączyć się przez kilkanaście proxy, to moim skromnym zdaniem lekka przesada). Wyszukał nam jakiś odległy termin spotkania w swoim kalendarzyku. Yu go wyśmiał i zostawił mu numer skrzynki kontaktowej. Potem dowiedzieliśmy się dlaczego. Nasza buźka umówiła nas z panem Theodore’em na następny dzień, na Placu Tulipanów.

Ty też nie lubisz, jak ktoś ci coś robi za plecami? Ale idźmy dalej.

Pan Narine okazał się człowiekiem arcyciekawym. Z rączką na temblaku i z siwiejącym włosem przywitał się z Yu i z nami. Okazało się, że on też ma do nas sprawę: jako że jesteśmy już znani w świecie jako ci, co włamali się do IceCube, zlecił nam włamanie się do, jak to enigmatycznie określił, jednego z najlepiej strzeżonych miejsc na ziemi. Nie podał oczywiście, gdzie, ale stawiam na Archiwa Watykanu.

Jako zapłatę obiecał nam 100 000 nuyenów plus 20 tysięcy na wydatki, a po negocjacjach dorzucił jeszcze informacje o Primorialu. Ciężko było się nie zgodzić na taką ofertę.

Informacje dostaliśmy na miejscu: okazało się, że Priomorial to wirus, który dodatkowo potrafi posługiwać się magią, a ściślej zna jedno zaklęcie, które ma na celu zniszczenie magii na świecie. Fajnie, nie? Przy okazji wyjaśniło się, że to, czego potrzebuje nasz pracodawca, a co my mamy dla niego ukraść, ma posłużyć do zniszczenia Primoriala.

Więcej informacji uzyskamy przy najbliższym spotkaniu… do którego pewnie nie dojdzie, ale znowu wyprzedzam fakty.

Wracając ze spotkania natrafiliśmy na demonstrację bojówki komunistyczno-anarchistycznej. Zaczęło się robić gorąco, więc opuściliśmy samochód i udaliśmy spacerkiem w stronę wieży Eiffela. Po drodze trafiliśmy na neopogańskie święto Beltaine, ale szybko musieliśmy się zwijać z jarmarku, bo anarchiści podążyli za nami.

Wróciliśmy do hotelu, a tam kto? Jay. Kurwa, on mnie chyba z podziemi wygrzebie. Zaczął mi pierdolić o fałszywych prorokach, o tym, że chcą mnie, tego prawdziwego, wykorzystać do zniszczenia dzieła. Rzygać się chce. I bądź tu, kurwa, przy nim poważny. Zalecił mi, bym się ukrył i przeczekał. Potem polazł. Znienawidzę przez niego Murzynów… Aż musiałem się napić.

Ale, ale, to nie koniec problemów. Ledwo wróciłem do pokoju, okazało się, że idą po nas jacyś Chińczycy (którzy potem okazali się Japończykami, ale mnie osobiście to różnicy nie robi). Uciekliśmy kulturalnie przez okno, ale oni nie dali się tak łatwo wyprowadzić. Najpierw ja dostałem kulkę w plecy (dobrze, że nie w głowę, jak kiedyś…), potem załatwili Kattela posyłając go przez ścianę ognia. Szkoda chłopaka swoją drogą. Młody był.

Na samym końcu dostałem jakąś rurą w brzuch i film mi się urwał…

Obudziłem się w jakimś furgonie. Obok mnie leżą Nimue i Yu. Jak martwi. Aż mi się przypomniał Latton…

A potem wyczułem… Tak. Wyczułem Cade’a.

Zaiste, Maureen miała rację. Zdumienie jest fundamentem, ale niekoniecznie czci.

[Enoch Arden (Kirtan)]