Powody zabijania

Transmisja 22/10110

Powody zabijania

Gdy przed prawie 20 laty Etienne poprosił mnie o pomoc, nie mogłam mu odmówić. Przez to zginęła Sabine. Do teraz pamiętam jej zmasakrowane ciało wiszące na żyrandolu i krew spływającą z setek maleńkich ran, która powoli kapała na podłogę. Niestety, wspomnienia późniejszych chwil, są dla mnie zatarte – ojciec zawsze mawiał, że rozpacz i gwałtowne emocje zaciemniają umysł i jak zwykle, miał rację.

Dlatego bardziej niż inni potrafię zrozumieć ból Kattela, to okropne brzemię, że jesteśmy odpowiedzialni za śmierć kogoś, kogo kochamy, że o tym fakcie zadecydowała zła decyzja, czy chwila wahania. Jak to to trudno poświęcić życie za innych…

Dość o tym. Po spotkaniu z Hirą, nastąpiło to, czego się spodziewaliśmy. Walka. Kattel i Yu walczyli o życie Snydera z Woh, a ja i Cade staczaliśmy nierówną walkę ze smokiem. Działko od Forge’a było gówno warte. Podobnie, jak moja kompilacja, która dokonała rozstroju przynajmniej trzech układów w moim organizmie. Mówiąc krótko, straciłam przytomność. Gdy się obudziłam, zwisałam z ramienia Cade’a, który na dopale uciekał przed Hirą. Zajebisty widok na kilka chwil przed śmiercią, ale to ostatnie nie było mi dane. Chwilkę później miałam kontakt bliskiego stopnia z gorącym asfaltem. Hira nie zwrócił na mnie uwagi i bawił się w berka z Cadem. Oboje uciekliśmy do katedry. Yu i Kattel skończyli batalię z Woh i również próbowali uciec. Prawdopodobnie, skończylibyśmy źle, gdyby nie Arden i Forge. Przyjecieli jakimś odrzutowcem i władowali w smoka kilka solidnych pocisków. Niestety, wszystko skończyło się źle. Spotkaliśmy resztę tego, co zostało ze smoka. Miał on jeszcze siły na jeden cios i zabił Snydera. I tak wróciliśmy do Bura, z poczuciem przegranej.

Po powrocie spotkała nas kolejna niespodzianka. Okazało się, że przybył Cadigan, ten specjalista od klątw i uroków. Od razu spięli się z Ardenem. Mag chciał wyjechać, ale niestety, przypomniałam mu o zaliczce. Dokładnie minutę później, od razu miałam ochotę go zastrzelić, albo potraktować jak pewnego kardynała, który podpadł mojemu tatusiowi jakieś pięćdziesiąt lat temu. Nasz potężny czarodziej okazał się ważniakiem, bucem i chujem, jakich mało. Nie zabrał się od razu do roboty, ale chciał „odpocząć”. I kurwa, kilka godzin później, udał się na sen wieczny. Ktoś podłożył bombę w jego mieszkaniu. Forge zrobił wielką aferę. Zbadałam ślady i, niespodzianka, astralne pozostałości napastnika prowadziły do naszej, drużynowej willi. Ktoś wyraźnie nie chciał, abyśmy się dowiedzieli, co jest z Yu i tym kimś jest prawdopodobnie ktoś z naszych towarzyszy.

Oczywiście, nie powiedziałam o tym reszcie. Po co ich biedne głowy, mają być obciążone nadmiarem wiedzy?

W międzyczasie, Forge zabrał nas do sierocińca, który sponsorował. Zastanawia mnie, jak ktoś może być takim jebanym hipokrytą i czuć się z tym tak dobrze? Nigdy nie byłam miłośniczką dzieci, ale na szczęście szybko stamtąd wyjechaliśmy, mijając chyba ze cztery podobizny szlachetnego „wujka Barenda”.

Potem, ów „dobry” człowiek zaczął omawiać z nami swój plan. Był wyraźnie podniecony perspektywą wojny atomowej między Japonią i Mandżurią. Dla takich jak on, rynek kwitnie, gdy inni się mordują. Potem po śniadaniu, zabrał nas na pewien pokaz. Forge pokazał nam naszą przyszłą wypłatę – Murzynów, których planował sprzedać w niewolę. Traktował ich jak bydło. Nie powiem, ale na pewien sposób wstrząsnął mną ten widok. Potem nagle pojawił się Narin. Nie mógł zrozumieć, dlaczego pracujemy, dla takiego chuja jak Forge. Odezwał się sędzia, kurwa mać. Potem między Narinem i Forgem wynikła drobna różnica zdań. Nikt z nas nie chciał już dla tego Bura pracować, ale do Forge’a to nie docierało. W końcu przyłożył Ardenowi, a na to nie mogłam patrzeć. Jeden atak mentalny i kulka, a Forge przestał być problemem.

Potem okazało się, że mam wybór. Ja i inni, oprócz Ardena i Yu. Mogliśmy z nimi nie lecieć i pozostawić te sprawę. Przez chwilę poczułam się jak niepotrzebny pionek – wbrew pozorom to bardzo miłe uczucie.

Gdy patrzyłam na helikopter przypomniały mi się nasze lekcje szermierki. To jak bezskutecznie próbował zaprosić mnie na randkę. Potem to jak się ryzykował i rzucił się z tą deską na bandę dziesięciu dryblasów z Ligi Ludzkiej. No i to, jak w nocy z kanapy przekradł się do mojej sypialni i odczuł na własnej skórze działanie mass agony.

Na szczęście nie mam już nikogo bliskiego, kto będzie cierpiał za to, że wsiadłam do tego helikoptera.

[Nimue Graffele (Alchemist)]