Transmisja 10/1010

BG są przesłuchiwani przez Dwóch Groźnych STANSFIELDów.
MISIOŁAK: Po randce z Carlitem ci dwaj wydają się jakoś mało wyraziści.
KIRTAN: Ten pierwszy nijak się ma do Feuerabenda. [Nawiązanie do postaci inkwizytora z poprzedniej kampanii]
KIRTAN: Ech, tamten to miał klasę.
(…)
ARDEN: Włączam sobie jakąś grę i słucham rozmowy.

* * *
Za pyskowanie Cade został brutalnie porażony prądem. Gdy tylko przychodzi do siebie, zaczyna znowu pyskować.
NIMUE: „Cade najwyraźniej lubi prąd”.
LORD THOMAS: Jakoś muszę ładować tę diodę.

* * *
CADE: — Zdejmij ze mnie elektrody, to cię uściskam.
AGENT STANSFIELD: — Później, słoneczko.
CADE: — Będę czekał z niecierpliwością.

* * *
STANSFIELD: — Żartowałem. Widzę, że jednak nie macie poczucia humoru.
CADE: — Ciężko się śmiać z kagańcem na twarzy.

* * *
Przesłuchujący STANSFIELD zaczyna wyjaśniać, że sekta Dzieci Gorszego Boga weszła w posiadanie bomby wodorowej.
STANSFIELD: — Jest jednak coś, przez co od dłuższego czasu nie smakują mi żadne obiady.
NIMUE: „Kłopoty z prostatą?”
ARDEN: — Jakoś po panu tego nie widać.
STANSFIELD: — Gdyby nie ten twój głosik, nie poznałbym, że jesteś elfem. Siedź cicho i słuchaj.
(…)
ARDEN: — Tak, to był naprawdę fachowy wykład. A co ma wspólnego z głównym tematem?
STANSFIELD: — Arden, dostajesz dwóję za słuchanie ze zrozumieniem.
(…)
STANSFIELD: — Bomba jest w stanie zrównać z ziemią całe jebane miasto, a jej „taktyczność” polega na tym, że nie wydziela dużo promieniowania.
ARDEN: — Wiele do „oczyszczenia” przez Magburzę nie zostanie.
STANSFIELD: — Zaskakujesz mnie swoją błyskotliwością.
ARDEN: — Och. Muszę czymś tę dwoję nadrobić, nie?
STANSFIELD: — Każdy, kto nie nazywa się Enoch Arden, pewnie domyśla się, że bomba ma zostać zdetonowana w Nowym Orleanie.

* * *
STANSFIELD: — Kattel? — odwracam się w jego [drugiego agenta] stronę.
KIRTAN: Prawie jak Kartofel.
KIRTAN: Już go lubię.

* * *
Podczas Stansfieldowej prezentacji doszło omyłkowo do wyświetlenia fragmentu filmu pornograficznego.
MG: Na ścianie pojawia się kucająca kobieta odbywająca stosunek z trzema dużymi, zarośniętymi orkami. Jeden zatacza pejczem koło w powietrzu.
(…)
STANSFIELD: — Wiem, że wolałbyś być na miejscu tych orków.
ARDEN: — Przyznaję, że to była jedyna żywsza część tego przesłuchania…
ARDEN: — …ale ona nie była w moim typie.
YUKASHII: — Wolałeś tego orka z lewej?
LORD THOMAS: Ja chcę być na miejscu orków!

* * *
LORD THOMAS: Czy mam słuszne podejrzenie, że Kattel jest czytającym w myślach magiem?
CADE: Myślę intensywnie o tysiącu sposobach na zabicie Kattela…
CADE: …i patrzę na jego twarz.

* * *
MG: Zauważacie żebraka przykrytego stertą gazet i śpiącego na następnej przystani, opartego o zwiniętą linę cumowniczą.
SCOBIN: Gollum.
SCOBIN: Albo Efialtes.

* * *
MILFORD CUBICLE: — Może jeśli całe miasto oczyści się w ogniu, reszta świata się trochę opamięta?
YUKASHII: Przez chwilę wyobrażam sobie, jak eksploduje głowa Milforda.

* * *
Literówka.
MG: Kattel nawiązuje połączenie z Kattelem. [Miało być: ze Stansfieldem]
KIRTAN: Rozdwojenie jaźni.
ALCHEMIST: Zdolny ten nasz nowy towarzysz.

* * *
Jak dostać się na strzeżoną część lotniska?
CADE: — Arden, możesz coś wyczarować?
SCOBIN: A przepustkę sprawdza automat?
SCOBIN: Czy strażnik?
MG: Automat, ale automatu pilnuje strażnik z budki.
MILFORD CUBICLE: — A może wystarczy, że Yu coś wymyśli.
MILFORD CUBICLE: — To zwykły strażnik, a my wyglądamy poważnie.
YUKASHII: — Najpierw trzeba się przyjrzeć systemowi.
NIMUE: — Jest tutaj osłona magiczna.
ARDEN: — Co wy nagle tacy się zrobiliście delikatni?
CADE: — Kurwa, jak będziecie myśleć trochę dłużej, to pójdę tam z Predatorem i sam załatwię przepustkę.