Transmisja 11/1011

Niektórzy niecierpliwią się przed sesją.
LORD THOMAS: Szybciej, bo dioda stygnie.

* * *

KATTEL: „Kurwa”.
LORD THOMAS: Pierwsze słowa wypowiedziane na sesji są znaczące.

* * *

KATTEL: — Dobra. Może rzeczywiście miałem złe dane.
KATTEL: — Ale kozioł ofiarny zostaje…
KATTEL: Zawieszam znacząco głos.
ARDEN: — Że niby co? Wodzu?
KATTEL: — Kurwa, nie jestem żadnym wodzem.
ARDEN: — Wodzu, nasz „towarzysz”.

* * *

Po rozbiciu przez towarzyszy z drużyny awionetki o zły budynek.
MG: Cade, dokąd się udajesz?
LORD THOMAS: Ile kosztuje bilet lotniczy na Bahamy?
BORYS: Ja bym tam wolał nigdzie nie latać, jeśli w okolicach lotniska są Arden & Milford.

* * *

SZAWEŁ: — Sny Regeriusza kazały mu zapewnić wam specjalne miejsce w jego Planie.
SZAWEŁ: — Ale nigdy nic nie wiadomo. Nigdy nie wiadomo, jak potoczy się los.
SZAWEŁ: — Do końca nie wiadomo, komu przypadnie wielka rola uwolnienia demona.
CADE: — To prawda — mówię filozoficznie.

* * *

SZAWEŁ: — Co się stało?
SZAWEŁ: — Dlaczego awionetka w ostatniej chwili skręciła?
BORYS: „Co się stało się?”
LORD THOMAS: Łazienka jest zamknięta.

* * *

Przeklawiaturzenie.
MG: Szaweł unosi broń.
SCOBIN: Broń?
LORD THOMAS: Eee?
LORD THOMAS: Skąd on ma broń?
MG: Unosi brwi.
LORD THOMAS: Ufff.
KIRTAN: To znaczna różnica.
ALCHEMIST: Wiadomo, co ma na myśli MG.
LORD THOMAS: Będzie strzelał z brwi.
MISIOŁAK: Spojrzenie, które zabija.
SCOBIN: Ale napięcie było duże.
SCOBIN: Pewnie ma tam implanty.
SCOBIN: Jak Cyclops.

* * *

LORD THOMAS: Nie zabrali nam broni?
MG: Nie.
MG: Ale zanim zrobisz coś głupiego…
MG: …pamiętaj, że to nie Regeriusza szukacie.
KIRTAN: MG, dobrze przypomnienie.
LORD THOMAS: Nie no, tak się tylko pytam.
BORYS: Ta dioda zaczęła coś niebezpiecznie migać.

* * *

CADE: — Czemu nazywacie mnie Cadence?
LORD THOMAS: Musiałem się spytać.
MG: Regeriusz unosi brwi.
ARDEN: „To był błąd”.
REGERIUSZ: — A więc Cade to jednak zdrobnienie od Kadyceusza?
ARDEN: Staram się utrzymać kamienną twarz.
CADE: — Nie — mówię ponuro.
CADE: — Chodźmy.

* * *

Przeklawiaturzenie homoseksualne.
MG: Jakiś mężczyzna o aparacji maga staje za tobą, kładzie ci głowę na ramionach, potem na głowie.
MALKAV: ?!?
MG: Ups.
MG: Duże „ups”.
MG: Ręce.

* * *

Regeriusz zabrał BG do hali sportowej, na kryte lodowisko do hokeja.
SCOBIN: Jak w „Wieży Jaskółki”, tej!

* * *

Szaweł otwiera wielką skrzynię. W środku są pasy z kieszeniami. A w kieszeniach…
MG: Ładunki wybuchowe.
MG: Typowy osprzęt zamachowców-samobójców.
LORD THOMAS: Cool.
BORYS: Ale będzie fragowania, ojojoj.
LORD THOMAS: Muahahahaha.

* * *

LORD THOMAS: Coś się Eva odezwała?
MG: Na razie nie.
LORD THOMAS: Jestem ciekaw, czy byłaby zainteresowana bombą wodorową.
MG: Może Frank by był.
LORD THOMAS: Mało mu helikopterów szturmowych?

* * *

BG jadą w furgonetce obwodnicą. Nagle próbuje ich staranować wóz strażacki. Gdy Cade usiłuje ostrzelać napastnika, zostaje polany pianką gaśniczą z sikawki.
CADE: Ścieram z siebie piankę.
CADE: Zanim zaschnie.
MG: Ciśnienie wyrzuca Cade’a z samochodu.
LORD THOMAS: A, już nic.

* * *

MG: Cade: Koziołkujesz po asfalcie.
CADE: Staram się osłonić twarz.

* * *

Kierujący wozem strażackim okazuje się klonem (albo czymś „w podobie”) Cade’a.
YUKASHII: Strzelam z Ingrama w Cade’a…
YUKASHII: …tego drugiego.

* * *

NIMUE: Uśmiecham się do Enocha.
ARDEN: Odwzajemniam uśmiech.
LORD THOMAS: Muzyka z „Titanica”! Teraz!

* * *

Rozpoczęła się długo zapowiadana burza magnetyczna.
MG: Czujesz, jak siadają ci wszczepy.
LORD THOMAS: Wszystkie?
MG: Większość.
KIRTAN: Jak Macierz?
MG: Siada.
ARDEN: — Czuję się cholernie zamknięty.
CADE: — Czuję się cholernie człowiekiem.
ALCHEMIST: Dioda działa?

* * *

BG jadą przez ogarnięte chaosem miasto trzema samochodami. Grupa Kattela siedzi w środkowym, Yukashii i Arden w ostatnim. W środek konwoju trafia rakieta. Auto Yukashiiego i Ardena spada na dolne piętro autostrady i to na nich skupia się przez dłuższą chwilę „oko kamery”.
SCOBIN: Prośba: O 20:40 musiałbym kończyć.
SCOBIN: Jakby się dało w następnej kolejności grupę Kattela…
MG: Grupy Kattela już nie będzie.
SCOBIN: Ech.
SCOBIN: Środek konwoju.

* * *

MG: Coś z głośnym pluskiem wpada do rzeki.
MG: Nie widzicie, co.
YUKASHII: — Pewnie aligator.
MALKAV: Spontaniczny aligator. [Nawiązanie do hasła kalamburowego z któregoś zlotu]
SCOBIN: Żarty na bok: Aligatorów w Nowym Orleanie (właśnie sprawdziłem) rzeczywiście jest trochę.
LORD THOMAS: Ale się najedzą teraz.

* * *

Yukashiego i Ardena dopada „ulubiony” bohater niezależny drużyny, Carlito Montana, boss argentyńskiej mafii i zarazem potężny mag.
MALKAV: Cokolwiek czeka nasz [środkowy] wóz, cieszę się, że mnie tam nie ma.
LORD THOMAS: Chłopaki nie mają plastyku, są na straconej pozycji.
ALCHEMIST: Jesteśmy z wami duchem.
ALCHEMIST: Dobrze, że nie ciałem.
MALKAV: Może Nimue, bo ja duchem spierdalam.
SCOBIN: Sam bym tego lepiej nie ująl.
LORD THOMAS: Biorąc pod uwagę, że w mieście jest Carlito, to się zastanawiam, czy nie pozwolić tej bombie [wodorowej] wybuchnąć.
MALKAV: Ja tylko się boję, że ta bomba może nie wykończyć Carlita.
SCOBIN: Ten pancerz kinetyczny [Carlita] to zupełnie jak Solo i Vader…

* * *

Carlito wykańcza Szawła.
CARLITO: — Ciebie nie znam, kurduplu. Fruwaj stąd, zasrańcu.
MG: Szaweł zostaje gwałtownie podrzucony do góry.
ARDEN: Patrzę w ślad za nim.
MG: Widzicie, jak jego ciało obraca się kilkukrotnie na tle zieleni [od zorzy polarnej] zalewającej niebo.
MG: Po czym zostaje rozerwane na dwie części.
MG: Spadają na ziemię pomiędzy wami.
MISIOŁAK: Niezłe wyjście z progu, kiepskie lądowanie.
SCOBIN: Nieudany telemark.
SCOBIN: A w ogóle to Carlito rymuje się z Magneto.
LORD THOMAS: Skoczył na pocztę.
MG: Obryzguje was jego krew.
ARDEN: „Dobrze, że to krasnolud”.
MG: Na ziemię wylewają się flaki.
MG: Widzicie, jak kropelki krwi zatrzymują się natomiast na barierze kinetycznej otaczającej Carlita.
MALKAV: Ja tylko się boję, że ta bomba może nie wykończyć Carlita.
SCOBIN: Aż tak wam dołożył na tamtej sesji?
KIRTAN: Taaaa.
SCOBIN: Obu naraz?
ALCHEMIST: Szkoda gadać.
SCOBIN: Aż chyba przeczytam loga.
LORD THOMAS: Jak ta jego osłona powtrzyma bombę wodorową, to ja zacznę go wyznawać jako boga.

* * *

CARLITO: Drapieżnie wyszczerzam zęby. Patrząc im prosto w oczy.
YUKASHII: Patrzę w jego świńskie oczka.
SCOBIN: Tylko wielki czarodziej może patrzeć w oczy dwom osobom.
SCOBIN: Jak Mona Lisa na obrazie.

* * *

CARLITO: Gestem dłoni wyrzucam szczątki krasnoluda kilka metrów dalej.
ALCHEMIST: Carlito, jak widać, ma przyszłość w branży sprzątającej.

* * *

Carlito wypala Yukashiemu cygarem oko.
LORD THOMAS: Widzę, że drużyna powoli się będzie cyborgizowała.
ALCHEMIST: Yukashiemu bardzo spadnie charyzma?
LORD THOMAS: Yu, spoko.
LORD THOMAS: Cyberoczko to tylko kilka tysięcy jenów.
MISIOŁAK: Ale mi Magic spadnie.
LORD THOMAS: W takim razie sklonuj oko.
LORD THOMAS: Za sklonowane części ciała nie dostaje się minusów do Esencji.
MISIOŁAK: Jak przeżyję, to skorzystam.

* * *

Gracz odgrywający Carlita używa polskich znaków na kanale, co jest niewskazane, bo wtedy innym mogą wyświetlać się krzaki.
KIRTAN: Bez polskich znaków!
MG: Bez polskich znaków? Ale dostaniesz za pyskowanie.
SCOBIN: Arden jeszcze się ciska.
CARLITO: Odpalam powoli cygaro. Łapię delikwenta [Ardena] za szyję tak mocno, że aż mu wychodzą oczy.
NIMUE: [*]
SCOBIN: To metafora, mamy nadzieję.

* * *

CARLITO: Wtykam mu [Ardenowi] cygaro w ucho. Maksymalnie mocno.
MG: Swąd palonego mięsa.
KIRTAN: Bez ucha można żyć.

* * *

Ortograf.
CARLITO: Jak zauwarzę krew na mankietach koszuli, to mówię…
KIRTAN: „Zauważę”!
MG: Jeszcze ci mało, Kir?
KIRTAN: Sorry.
KIRTAN: Musiałem.
CARLITO: …wracam po chwili z kastetami na dłoniach i z metalowym bejzbolem.
LORD THOMAS: Obcęgi i palnik!
MG: Zobacz, jak go wkurwiłeś.
MALKAV: Carlitowi jakoś pasuje ta dysortografia.

* * *

Carlito katuje Ardena i Yukashiego.
ALCHEMIST: To już nudne się robi.
MISIOŁAK: Kirtan, idziemy na piwo.
MISIOŁAK: Nic tu po nas.
KIRTAN: Mentalnie?
KIRTAN: Spotkamy się w zamku Mandosa.
LORD THOMAS: …obcęgi, palnik, paru spoconych Murzynów i możemy się bawić do rana.

* * *

Wreszcie skatowani Arden i Yukashii zostają wrzuceni do bagażnika i wywiezieni beemką Carlita na wschód.
KIRTAN: A nie na zachód?
KIRTAN: Valinor w drugą stronę.
SCOBIN: Jedziemy na wschód!
SCOBIN: Tam musi być jakaś cywilizacja!
KIRTAN: Będziemy mieli okazję się z Yu przekonać, czy elfy po śmierci naprawdę nie opuszczają Ziemi.

* * *

MG: W kierunku BMW zostaje ciśniętych kilka koktajli Mołotowa.
MG: Odbijają się od bariery otaczającej samochód, benzyna zaczyna płonąć na chodniku, z dala od kół.
MISIOŁAK: Jak Carlito jest z nami, zamieszki nie są groźne.
KIRTAN: Zawsze trzeba się doszukiwać plusów.

* * *

Kirtan, już po sesji, przypomina sobie jeden z poprzednich kwiatków.
[I]MISIOŁAK: Po randce z Carlitem ci dwaj wydają się jakoś mało wyraziści.
KIRTAN: Ten pierwszy nijak się ma do Feuerabenda. [Nawiązanie do postaci
inkwizytora z poprzedniej kampanii]
KIRTAN: Ech, tamten to miał klasę.[/I]
KIRTAN: A potem Arden i Yu dziwnym trafem wpadają w ręce Carlita Montany.
BORYS: Ale serio.
BORYS: To nie było świadome.
KIRTAN: Mhm, taa, jasne.
BORYS: Może podświadome.
BORYS: Ale nie świadome.
KIRTAN: Takie coś to elektoratowi PiS-u wciskaj.
BORYS: Yukashii i Arden dostaną potem po mieszkaniu, okej? Teraz zgoda?
KIRTAN: Ta, jednym z 40 milionów?
BORYS: No, po tych co wyjechali.
BORYS: Wiesz, dużo osób ostatnio wyjeżdża z Nowego Orleanu.
KIRTAN: To poproszę skórę Montany na dywanik w przedpokoju mojego apartamentowca w centrum.
BORYS: To se z niego ją zedrzyj.