Transmisja 4/100

Na kanale zjawia się Misiołak.
BORYS: Witamy, Wujku Yu.
MASATO: Nie spuszczaj nas do kibla.

Kolejna sesja, kolejne enigmatyczne oznaczenie jej numeru.
MASATO: Borys, dziś też oferujesz karmę za rozgryzienie „4/100”?
BORYS: Oczywiście.
BORYS: Ale powinniście się już dawno domyślić, o co chodzi.
MASATO: Bo ja wymyśliłem, że 4 to numer sesji, a 100 ile dotychczas obmyśliłeś sposobów na uśmiercenie nas.
BORYS: Nie, w takim razie pisałoby: „4/3.5e7”.
LORD THOMAS: Czy to nie jest w systemie binarnym?
BORYS: Taaaaaaaak.
LORD THOMAS: Ha.
MASATO: Binarny dziadu.

Cade dopadł człowieka, który przed chwilą wysadził budynek, w którym Cade mieszkał — próbując jednocześnie zgładzić również i jego.
KIRTAN: Niech on go nie zabija od razu…
CADE: — No to masz pecha, chłopcze. — Headshot z predatora.
KIRTAN: Co za matoł…
BORYS: Skąd wiedziałeś, co zrobi, powiedz mi lepiej?
KIRTAN: Taaa… Cade ma bardzo skomplikowaną psychikę, wiesz?
KIRTAN: Normalnie praca magisterska o nim składałaby się chyba tylko z rysunków.
MALKAV: Głupi!
MALKAV: Mam specjalizację w torturach, wszystko byśmy wiedzieli!

Cade pojechał do siedziby Milforda.
CADE: Wchodzę i kieruję się do pokoju Milforda.
KIRTAN: Biedny Milford…
WODZU: „Co się stało?”
LORD THOMAS: Łazienka jest zamknięta.

Cade opowiedział pobieżnie Milfordowi i Wodzowi o zastrzeleniu zamachowca.
WODZU: Odsuwam się lekko od Cade’a. „Aż taki z niego psychol?!”
KIRTAN: Wodzu odkrył Amerykę…
KIRTAN: Hm, ciekawe zestawienie.

Cade chce, żeby Milford przeszukał pamięć uszkodzonego commlinka, który należał do zamachowca.
CADE: Zajmiesz się tym czy nie?
KIRTAN: Niech on się zajmie, bo inaczej do mnie pojedzie.

Czujny Wodzu wyrusza na obchód elektrociepłowni… a Kononowicz odciska swoje piętno na PBIRC-u po raz pierwszy.
MG: Przed budynkiem niczego nie znalazłeś.
MASATO: Nie ma bandyctwa i złodziejstwa?

Przypomnienie jednego z najsłynniejszych kwiatków.
MASATO: Nie mam jak się z resztą skontaktować.
BORYS: Przez commlink Milforda, na przykład.
MASATO: A ten nie szuka danych o ID?
KIRTAN: To nie są jednozadaniowe komputery.

BORYS: Załamiesz się.
BORYS: Cade pojechał do domu Mastrolianiego [zamachowca] i przesłuchuje jego babcię.
KIRTAN: Żartujesz…?
KIRTAN: Kurwa, brak mi słów normalnie.
BORYS: Nie.
BORYS: Właśnie morduje sąsiadów.
KIRTAN: Bez obrazy, ale jest zjebany.

Tymczasem u Mastrolianiego:
CADE: …to do szafy. [Mowa o potrzebie ukrycia ciała jednego z sąsiadów]

W końcu trzeba salwować się ucieczką — kiedy wrogów kupa…
LORD THOMAS: Są schody przeciwpożarowe?
LORD THOMAS: Pożarowe? [Poprawia się]
LORD THOMAS: Ciekawe, co to by były, schody przeciwpożarowe.

Cade powraca od Mastrolianich z ich domowym commlinkiem.
WODZU: — Wiesz, gdzie mieszka[ł]?
CADE: — Kurwa, a skąd miałbym commlink?
MILFORD: — Cade… Zastałeś tam może kogoś w mieszkaniu?
CADE: — Tak, jego matkę. [Rozróżnienie pomiędzy matką i babcią się nam zatarło. Whatever.]
MILFORD: — A co jej zrobiłeś?
CADE: — Nic — patrzę z uśmiechem na Milforda.
WODZU: „Oszalał! Nic jej nie zrobił! To on?!”
MILFORD: — Strzeliłeś jej w głowę z bliskiej odległości?
YUKASHII: C: Znacząca cisza na linii. [C: oznacza komunikację przez commlink]
CADE: — Nie, ta przyjemność jest zarezerwowana dla tych, co sobie zasłużyli.
ARDEN: C: — Cade… Jesteś nienormalny, wiesz?
CADE: C: — Znaczy?
MILFORD: Wiesz… Zastanów się dobrze. Bo o ile Mastroliani był żołnierzem, to za zabójstwo matki wszystkie włoskie rodziny ogłosiłyby na nas vendettę.
ARDEN: C: — Mało ci już sławy w wiadomościach.
CADE: — Kurwa, nie zabiłem jego matki.
CADE: — Wbijcie to sobie do głów.
YUKASHII: C: — Mamy taką nadzieję.
MILFORD: — To dobrze.
ARDEN: C: — A kogo zabiłeś?
CADE: — Tym razem nikogo.
CADE: — Tak jak mówiłem, zabijam tych, co mi zaleźli za skórę.
ARDEN: C: — Aż mi się wierzyć nie chce…
WODZU: C: — Może jednak dała ci za słoną zupę?
CADE: — Wodzu, uważaj, żebyś się nie znalazł na tej liście.

Przerwa. Podsumowanie dotychczasowych osiągnięć.
LORD THOMAS: Kiepsko mi idzie, tylko jeden frag na tej sesji.
KIRTAN: Jesteś obrzydliwy normalnie.
KIRTAN: To nie „Quake”, tylko RPG.
LORD THOMAS: Jak to nie?!
LORD THOMAS: A kobiecie naprawdę nic nie zrobiłem.
LORD THOMAS: Czemu takie zwątpienie panowało w drużynie?
KIRTAN: A naprawdę nikogo nie zabiłeś?
ALCHEMIST: Aż trudno uwierzyć.
LORD THOMAS: Jedyny frag to koleś na początku.
BORYS: Nie wierzcie mu.
BORYS: A pies to pies?
LORD THOMAS: Ekhm, no dobra.
LORD THOMAS: Dwa fragi.
KIRTAN: Zabiłeś psa?
KIRTAN: To gorzej niż gdybyś babcię zabił.
ALCHEMIST: Znęcasz się nad zwierzątami?! Trzeba było zastrzelić staruchę.
LORD THOMAS: Sam się na mnie rzucił i nadział na ostrza. Siedemnaście razy.
BORYS: Opowiedz jeszcze, co zrobiłeś sąsiadowi.
BORYS: No i co robiłeś z babcią, gdy przyszedł sąsiad.
BORYS: Czy raczej: Co robiłeś babci?
LORD THOMAS: Ale wydawała się uśmiechnięta.
KIRTAN: „Babciu, dlaczego masz takie wielkie oczy?”

Przerwy ciąg dalszy. Rośnie nam słonecznik.
KIRTAN: To już wiem, co z Yu nie tak jest.
MISIOŁAK: ???
KIRTAN: Wiesz, na obrazku twoja postać ma kropelki potu na czole.
KIRTAN: I trochę wyraz twarzy, jakby, hmm… się napinała.
ALCHEMIST: Obrzydliwy jesteś, Kirtan.
KIRTAN: Dzięki.
KIRTAN: Potraktuję to jako komplement.
KIRTAN: Poza tym nie odbiegam od standardów.
MISIOŁAK: Borys po prostu zignorował upgrade wizerunku.
KIRTAN: Jaaaasssne.
MISIOŁAK: A chcesz wiedzieć, nad czyim zdjęciem się napinał?
KIRTAN: Hm, hmm, hmm. Nie, bo się domyślam.
BORYS: Przestańcie, bo zaraz będę musiał pójść wziąć prysznic.
BORYS: Dobrze, że Yukashii i Arden do babci nie pojechali.
KIRTAN: Spadaj.
MISIOŁAK: Byśmy się trochę ponapinali.
KIRTAN: Ja bym przynajmniej nie pozabijał sąsiadów.
BORYS: Pozabijał nie.
KIRTAN: Borys.
KIRTAN: Ja rozumiem, że moja postać to elf i Francuz, ale nie przeginaj.
ALCHEMIST: Wolę nie myśleć, co zrobiłbyś, Kirtan.
KIRTAN: Bo dobrze wiesz?
ALCHEMIST: Nie wiem i wolę nie wiedzieć.
KIRTAN: Taa, nie wiesz.
ALCHEMIST: To ty masz elfa Francuza.
LORD THOMAS: Widzę, że już schodzimy na rozmowę o francuzikach.
BORYS: Coś mi przyszło do głowy.
BORYS: „Babciu, zrób mi elfa francuza”.
KIRTAN: Borys, ale tego to ja nie skapowałem.
LORD THOMAS: A ja tak.
LORD THOMAS: Musisz się jeszcze wiele nauczyć, Kir.
KIRTAN: Czuję się gorszy niż grupowy robocop.
BORYS: Przeczytałem: „niż gumowy robocop”.
KIRTAN: Głodnemu chleb na myśli.
BORYS: Głodny głodnemu zazdrości.
KIRTAN: Wypomina.
BORYS: Wielbiciel lateksu.
KIRTAN: To chyba Borys.
MISIOŁAK: Jak widać, nie tylko on.
BORYS: Dziwnym zbiegiem okoliczności, my sobie wcześniej rozmawialiśmy z Lordem o różnych gumowych przyrządach.
LORD THOMAS: Panowie, bo wpadnie inspekcja z LPR-u na kanał i będzie płacz.
BORYS: Płacz inspekcji chyba?
ALCHEMIST: Hmmm… Ja chyba wyjdę z kanału, co?
ALCHEMIST: Jeśli macie o gumowych przyrządach gadać.
MISIOŁAK: Oponach na ten przykład.
BORYS: Ale pomyślcie, fajnie by było, gdyby wszystko było zrobione z gumy.
MISIOŁAK: Chleb bym wolał z pszenicy.
KIRTAN: Zajebiście po prostu… Łazienkę sobie gumą wyłóż.
BORYS: Łazienka już wyłożona, zbieram fundusze na sufit w pokoju.
BORYS: Ludziej jeździliby do pracy gumochodami i oglądali gumowizję.
KIRTAN: Gdyby było, jak Borys mówi, to zwrot dziecka „Kup mi, mamo, lizaka” miałby nowe znaczenie.
MASATO: Dobra, gramy?
MASATO: O 20 matka chce kompa.
BORYS: Dobrze, że nie babcia.

I po przerwie.
MG: Yukashii negocjuje ewakuację szpitala ze znudzoną recepcjonistką.
YUKASHII: Wymachuję przy tym fałszywym sinem.
Ale pojawia się Wodzu…
WODZU: Podbiegam do recepcjonistki. — Ewakuuj wszystkich, ale już.
YUKASHII: — Natychmiast!
WODZU: Wyjmuję ingrama.
WODZU: — Słyszysz?!?
WODZU: Wrzeszczę na cały głos.
LORD THOMAS: I to ja jestem agresywny?
LORD THOMAS: A ich to nie powinna ochrona zgarnąć, jak Wodzu wyjął broń?
LORD THOMAS: Nie to, że życzę im źle.

WODZU: — Niech kości moich przodków będą ze mną!
WODZU (po chwili): — Walcie się, przodkowie!

MG: Cade wyskakuje przez okno tłukąc je na drobniutkie odłamki.
ARDEN: Wyskakuję za nim.
MG: Wodzu i Arden wyskakują za nim.
BORYS: Czy tylko mnie Indianin wyskakujący przez okno ze szpitala się kojarzy z pewnym filmem?

Antyterrorysta oddaje serię strzałów w Ardena.
KIRTAN: Chciałem powiedzieć: „Odbijam strzały”.
KIRTAN: Ale się opamiętałem, że nie ta bajka.

MG: Sześć pocisków poszło w ciebie.
MG: Pięć zatrzymała kamizelka.
KIRTAN: Wow.
MG: Szósty przeszedł między żebrami, chyba na wylot.
KIRTAN: Uuu.
MG: Ale masz wrażenie, że nie uszkodził żadnych ważnych narządów?
KIRTAN: Miło.

Udało się! Drużyna uratowała szpital przed wysadzeniem w powietrze. Bomba została zabrana spod węzła gazowa i pozostawiona pod schodami w klatce schodowej, gdzie co prawda wybuchła, ale nie czyniąc większej szkody.
MASATO: Nie uważacie, że to pierwszy raz, gdy Cade coś ratuje przed wysadzeniem, a nie sam wysadza?

Milford szykuje się na przybycie Sigmo do swojego domostwa… i pokłada, jak widać, spore nadzieje w tej wizycie.
MALKAV: Jak tak dalej pójdzie to Milford odrobi wadę „nieokrzesany” dzięki wzorowemu prowadzeniu wielodzietnego gospodarstwa domowego.

Ale czy Sigmo rzeczywiście się zgodzi… na przeprowadzkę?
MILFORD: — Jak wolisz, ale wiedz, że jesteś w wielkim niebezpieczeństwie.
SIGMO: — Prędzej grom z jasnego nieba spadnie niż ktoś się do mnie włamie.
BORYS: Grom z jasnego nieba… Dobry pomysł… Zapisałem.

Wkrótce BG podejmują kolejną próbę przekonania Sigmo do przeprowadzki. Dla jej własnego bezpieczeństwa.
MG: Yukashii i Wodzu pojechali do Sigmo.
WODZU: W broni jest pełny magazynek?
ALCHEMIST: Broń? Czarno to widzę.
LORD THOMAS: Ja też, w końcu jedzie Wódz.

MASATO: Czuję się odosobniony. To wina Borysa, on mnie na doczepkę.
BORYS: Jeremiah [współscenarzysta] już tam obmyśla sposób na zabicie twojej postaci.
BORYS: Nie martw się na zapas.
MASATO: …
MASATO: I po co ja to robiłem…?

YUKASHII: C: — Cade, jak sytuacja?
MG: Momencik, do Cade’a zaraz dojdziemy.
LORD THOMAS: Ja już pewnie martwy jestem.

MG: Jeżeli tylko jesteście w stanie pograć do 20:15, to będzie dobrze.
MALKAV: OK.
MG: (Wszyscy zginiecie o 20:13, buahahahaha).
LORD THOMAS: To ja tylko do 20:12.

Milford się doczekał.
MILFORD: Sigmo przyjeżdża, Milford idzie wziąć prysznic.
MASATO: On i prysznic? To chyba po waleniem łbem o ścianę.

MISIOŁAK: Wodzu, prowadź.
MASATO: Jawohl!

MG: Jedziesz windą na górę.
MG: Po chwili stajesz przy drzwiach prowadzących do mieszkania Wighta.
LORD THOMAS: Chciałem sprawdzić piwnicę.
MASATO: To taki „Fallout”, piwnice są na górze.

Malkav przekonuje, że nie taki jego dom straszny, jak go drużyna maluje.
MALKAV: W środku pachnie ładnie.
MALKAV: Szczególnie w piwnicy, gdzie palę kadzidła i zioła.
MASATO: Powiedział ten, który siedzi tu od narodzenia.
MISIOŁAK: Wyłożyłeś choinki zapachowe?

MASATO: Ja i Cade możemy robić za grupę uderzeniową.
LORD THOMAS: Ja z Wodzem żadnej grupy nie robię.
MASATO: Myślisz, że ja tego chcę? Ja myślę, nie chcę.
MISIOŁAK: Bo Wódz to naturalny gruppenfuhrer.

BORYS: Mam nadzieję, że przyspieszenie akcji w końcowej fazie sesji było na miejscu.
MASATO: Bardzo.
BORYS: Czy wam zaburzyło rytm i mam tego więcej nie robić?
MASATO: Rób, sami do niczego nie doszli.
KIRTAN: Wodzu, chcesz się zapoznać z moją kataną?

Streszczenie będzie tym razem pisał Lord Thomas. Borys udziela pouczeń.
BORYS: Opisz wydarzenia z punktu widzenia Cade’a.
LORD THOMAS: „I wtedy sfragowałem jednego, aktualny body count to 243…”
(…)
BORYS: I opowiedz o babci.
BORYS: No i śmierć Aleksa, poświęć jej linijkę.
KIRTAN: „A to nie był mój frag…”

KIRTAN: To w końcu jak na najbliższej sesji? Zaczynamy z częściowo gotowym planem czy jak? Bo wolałbym, aby tak było, bo jak Arden ma czegoś szukać, to to po prostu zabiera czas i będą zastoje.
BORYS: Macie grupę mailową i dwa tygodnie przerwy.
KIRTAN: Hahahahaha.
KIRTAN: I sądzisz, że coś ustalimy?
KIRTAN: Hahaha.
LORD THOMAS: Kirtan dobrze podsumował.

LORD THOMAS: Ja nie wiem, czemu taka nagonka na mnie, Wodzu jest dużo bardziej żądny krwi.
LORD THOMAS: Tylko że jemu gorzej wychodzi.
KIRTAN: Właśnie.
BORYS: Właśnie o to chodzi.
BORYS: Wodzu ma tylko jeden frag na razie.
LORD THOMAS: Ja na przykład tego punka [który próbował skraść Cade’owi motocykl] nie zabiłem.
BORYS: Nie, uczyniłeś go tylko kaleką na resztę życia.
BORYS: Prawie jak frag.
MISIOŁAK: Prawie robi wielką różnicę.
LORD THOMAS: Nie no.
LORD THOMAS: Tylko kolano.
BORYS: Tylko…
KIRTAN: A co mu zrobił?
LORD THOMAS: Strzeliłem w kolano.
KIRTAN: Z predatora?
BORYS: Właśnie.
KIRTAN: Ała…
LORD THOMAS: Od tego się nie umiera.
BORYS: Nie no, tylko zostaje kaleką.
KIRTAN: Nie?
KIRTAN: Z bólu nie można umrzeć?
LORD THOMAS: Wstawi sobie koleś sklonowaną nóżkę albo trochę metalu i będzie jak nowy.
BORYS: Za co?
LORD THOMAS: Jak tak kradnie motory to ma kasę.
BORYS: Będzie jeździł raczej na deskorolce odpychając się rękami, jak tamten przyjaciel Forresta Gumpa.
KIRTAN: Myślę, że on żywy do domu nie doszedł.
LORD THOMAS: On nigdzie nie doszedł.
KIRTAN: Doczołgał.
LORD THOMAS: Ale myślę, że go pogotowie zgarnęło.
KIRTAN: Jasne.
MISIOŁAK: Łódzkie.
KIRTAN: Był w piwnicy [szpitala] pod schodami. […gdzie BG przenieśli bombę]

Dwa dni po sesji na GG, po dłuższym wywodzie.
LORD THOMAS: Podsumowując, ja nie uważam, że Cade jest zbyt agresywny.

Z cyklu „Dowcipy o Cadzie”:
P: Czym różni się Cade od Robocopa?
O: Robocop miał aż trzy dyrektywy i w żadnej z nich nie występowało określenie „headshot”.