Podtransmisja X:XIII

Rozmowa Kattela z Nimue
Część transmisji 22/10110

Kattel – Moglem go uratowac.
Nimue – Kattel…
Przygladam mu sie.
Kattel – Tak jak wtedy w Orleanie, kiedy mielismy szanse i ja zmarnowalismy.
Nimue Zaciskam piesci.
Kattel Przecieram oczy, robie to co pare minut.
Moze czesciej.
Nimue – W Orleanie…to byla moja wina
– Moglam cie powstrzymac.
– Zawolac…
Kattel – Nie posluchalbym.
– Wiem o tym.
Nimue – Ja…jednak i tak moglam sprobowac.
– Rozumiem, co czujesz w sprawie Snydera.
– Kiedys bylam w takiej samej sytuacji.
Spogladam przed siebie.
Kattel – Rozumiesz?
Nimue – Przez moja chciwosc zginal ktos mi bardzo drogi.
– Ta osoba byla dla mnie kims, takim jak Snyder.
Kattel – Nie wiesz, kim Jack byl dla mnie przez wiele lat…
– Prawda?
Nimue – Przybranym ojcem?
Kattel Milkne na chwile.
Nimue – Kims, kto wyciagnal cie z dna
Kattel – Mozna tak powiedziec.
– Gdyby nie on, zalamalbym sie po smierci rodzicow.
Nimue – I dzieki niemu, jestes tym, kim jestes.
Unosze wzrok.
Kattel – W duzej mierze dzieki niemu.
Nimue – Wiec, mozesz przyjac, ze cie rozumiem.
Spogladam na ziemie.
Nie lubie wspominac smierci Sabine.
Kattel – Wiec tobie tez… cos takiego sie zdarzylo.
Nimue Zaciskam piesci.
– Dawno temu.
Kattel – Nie musimy o tym mowic — dodaje szybko.
Nimue – Pracowalam wtedy jako najemnik.
– Moj przyjaciel poprosil mnie o pomoc.
– nagroda miala byc bardzo duza.
Milcze chwile.
– Niestety, to byla pulapka.
– Ktos nas zakapowal i …przez to zlecenie zabili moja matke.
Kattel Mrugam i mocniej sciskam splecione dlonie.
– Nie moglas o tym wiedziec…
Nimue Mrugam kilkakrotnie.
– Byc moze.
Kattel Znowu przecieram oczy.
Nimue – Wiec skad Ty mogles wiedziec, ze Hira porwie Snydera?
– I ze tak to sie skonczy?
Kattel – Kiedy Hira wyskoczyl z ognia.
– To byl ten moment, zeby zareagowac.
– Odepchnac Snydera zamiast samemu odskoczyc.
– Zaslonic go.
– Zrobic cokolwiek.
Nimue – Snyder byl pod wplywem narkotykow.
Kattel – Zamiast strachu o wlasne zycie.
– Myslalem, ze po tym, co przeszlismy, co sie stalo w Orleanie…
Nimue Patrze na niego.
– Gdy umarla Sabine…tez tak myslalam.
– ze gdy bede miec wybor nie bede myslec o sobie.
Kattel – …ze bede umial poswiecic siebie, kiedy bedzie trzeba.
Nimue Patrze na Kattela.
Kattel Milkne, gdy okazuje sie, ze oboje powiedzielismy to samo.
Odwzajemniam spojrzenie Nimue.
Nimue – Ale poswiecic siebie nie jest tak latwo.
– jak myslalam.
Kattel – Ciesze sie… z tej jednej rzeczy.
– Sama wiesz, z jakiej.
Nimue Robie krok do przodu.
– Cieszysz sie?
Kattel – Ze jest ktos, kto to rozumie.
Nimue Usmiech.
Kattel – Pytanie brzmi…
Nimue – Tak?
Kattel – Jezeli ktores z nas stanie przed wyborem.
– Ocalic innych albo poswiecic…
Nie koncze.
– Co wtedy.
Nimue – gdy bedzie sie jezyczkiem u wagi…
Wzdycham
Kattel – Co powiedzialas? — nagle staje sie bardzo spiety.
Nimue Patrze lekko zaskoczona.
– Nic takiego.
– Ktos mi to kiedys powiedzial bardzo dawno temu.
– Wraacamy do reszty?
Kattel – Dobrze.
Wracamy.
Nimue Kiwniecie glowa.